U mnie miało być też dobrze...a wyszło jak wyszło.
Miałam być mistrzynią pędzla i oczyma wyobraźni widziałam już jak stylizuję meble zakupione na warszawskim Kole.
Ale nie ma pędzla (może kupiłam słaby?), raczej stylizować mebli nie będę, a na Koło pewnie też nie pojadę!
Nie żebym się nie przygotowała! A jakże! Czytałam od miesiąca o malowaniu i mebli, były filmiki na youtube, literatura fachowa.
Wybrałam farbę Annie Sloan - w opinii wielu - najlepszą, opisywaną ,,dla każdego" w taki sposób, że uwierzyłam, że dla laików i debili też, no cóż pomyślałam..spora cena to przecież inwestycja w moje przyszłe metamorfozy, na jakości nie trzeba oszczędzać.... Była też wycieczka do Konstancina-Jeziornej do sklepu ,,Brush" Sherri Mac Donald Włodarski.
Ale nie chciałam zaczynać ,,z górnej półki", więc pomyślałam o metamorfozie ikeowskiego stolika i krzesełka, które akurat pasowały mi do tego, by zmienić mocny granat na delikatny biały...
I co? I lipa!
Malowanie szło sprawnie, ale jakoś farba słabo kryła, choć pomyślałam, że druga warstwa rozwiąże problemy (raczej nie kładłam jej zbyt cienko, pędzel był syntetyczny). Farba wyschła, ja położyłam drugą warstwę i...znowu nie kryje.
Odczekałam dzień, poleciałam z 3 warstwą, no jest do zaakceptowania, ale bez szału, a tu 2 próbki po 100 ml puste... Zawoskowałam blat stołu, jest do akceptacji, ale generalnie oczekiwałam czegoś innego. I teraz pytanie...czy inwestować w farbę jeszcze, czy dać spokój i kupić najtańszy dziecięcy stoliczek za 30 zł...?
Na zdjęciu jeszcze jakoś to wygląda, ale w realu...nie za bardzo, uwierzcie mi na słowo.
A może macie jakieś doświadczenia z tymi farbami? Może ja coś źle zrobiłam, może jest jakaś specjalna technika?Może pędzel, a może po prostu to nie dla mnie?
W każdym razie ciężko przyznać się do wpadki, ale ...oto ona!
Pozdrawiam!
Ela