niedziela, 11 października 2015

,,Inspirujemy kolorem" 2015 - relacja z wystawy w Łodzi

W piątek wybrałam się do Łodzi na wystawę ,,Inspirujemy kolorem" do Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Jak zwykle jestem pełna wrażeń i nieobiektywnych spostrzeżeń, którym postanowiłam po raz kolejny podzielić się z Wami.


Najważniejszy wniosek z wczorajszego popołudnia to taki, że warto było pojechać, naprawdę!

Gala konkursowa rozpoczęła się punktualnie, jak zaplanowano o 13.00. Zgromadzeni goście bez problemu zmieścili się na przygotowanych miejscach siedzących. To dało mi trochę do myślenia,  bo w porównaniu do poprzednich wystaw uczestników było chyba trochę mniej. Wystawiono łącznie 296 prac 168 uczestników.



Mnie jak zwykle zachwyciła architektura Muzeum.




Tuż po krótkim wstępie dyrekcji i organizatorów odbył się mini-recital Elżbiety Adamiak, co odbieram jako duży plus przygotowanej gali. Nastrojowa muzyka, niezbyt długiego występu dobrze wprowadziła gości do dalszych części uroczystości.



Następnie rozdano nagrody i wyróżnienia sponsorów oraz nagrodę główną. I tutaj kilka zgrzytów. Przede wszystkim usterki organizacyjne typu: słabe nagłośnienie imprezy, kilkuminutowe przerwy pomiędzy kolejnymi etapami gali. Jeden ze sponsorów wszedł na scenę żując oscentacyjnie gumę...fuj! No ale i widzowie delikatnie mówiąc przesadzali nawołując z sali ,,głośniej!", czy ,,niech wypluje gumę!", ,,brak szacunku!"...ale to na marginesie...

Przyglądając się z boku tej chwili pomyślałam o tym jak byłoby ciekawie, gdyby wręczaniu kolejnych nagród towarzyszyła prezentacja nagrodzonych prac, np. w formie obrazu z rzutnika multimedialnego. To przecież żaden koszt ani problem, a od razu można byłoby identyfikować nagrodzona pracę i łatwiej byłoby odszukać zarówno autora pracy jak i samą pracę na wystawie. Jak myślicie? Kawałek białego płótna, rzutnik multimedialny i laptop to przecież chyba żaden problem? Ale bez marudzenia, to tylko moje pomysły :-).

Jeżeli chodzi o planowany konkurs ,,Mistrz i uczeń", okazało się, że zgłosiła się tylko 1 para uczestników, dla której przygotowano drobny upominek.

W konkursie rozpoznałam kilka prac zaprzyjaźnionych osobiście lub przez sieć blogerek.
Z Joanną z Mglistego Snu umówiłyśmy się na spotkanie. Tym bardziej było mi miło, że akurat na wczorajszej gali nagrodzono jej pracę - torbę-wzornik DMC. Torba zrobiła już kiedyś furorę sieci i w realu potwierdza się ten zachwyt. Minusem było wystawienie tej torby w gablocie, na najniższej półce, gdzie była bardzo słabo widoczna.



Prace naszej blogowej koleżanki bloga tkasia79.blogspot.com .
Jak to się stało, że się nie zobaczyłyśmy?


...Twoje ,,Obrączki" były wykonane świetnie, koraliki pięknie dobrane, no i stylistycznie to moje klimaty :-)


,,Nova by Genny Morrow" - bardzo skomplikowany wzór, czapki z głów Joasiu!


Mój sampler ;-)
Jakie mam wrażenie ze ,,swojej" pierwszej wystawy?
Jestem dość krytyczna względem siebie. Technicznie nie jest najgorzej, ale mam myśl przewodnią na moją dalszą przygodę z haftem, która brzmi ,,Może być lepiej".
Moja praca nie wybijała się z całości prac. Była...inna. Oprócz tego słabiuteńko wyeksponowana, w ostatniej alejce (tłoku tam nie widziałam ;-))), na samej górze, żeby ją dostrzec trzeba było porządnie zadrzeć głowę i patrzeć pod światło. Nie słyszałam, żeby ktoś ją komentował, chociaż mocno się wsłuchiwałam ;-))). No i oprawa...na zdjęciu widać, że haft jest w niedopasowanym paspartu i w ogóle nie naciągnięty, jakiś taki był okaleczony... Ale generalnie patrząc na swój haft towarzyszyła mi radość. Nie wpisując się w klimaty wystawy (nie było innego żadnego jednokolorowego samplera) wiem, że będę wyszywać zawsze tak jak lubię i czuję, nie dla mnie mulitikolorowe HAED-y, przynajmniej na razie...


I jeszcze chyba najlepsza ekspozycja całej wystawy - tryptyk zielnikowy przesympatycznej Ani S z bloga http://krzyzykiiinnewybryki.blogspot.com. Haft wykonany bardzo starannie, naprawdę miło popatrzeć na takie prace. I miło było Cię Aniu poznać, chociaż tak przelotem! No i nasze prace wisiały ,,po sąsiedzku" ;-)


I ,,Tancerki" Chagi.
Jeśli chodzi o kolorowe obrazy, o których mówiłam wcześniej, że ,,to nie dla mnie", patrząc na te tancerki pomyślałam ,,...a może jednak?".


I inne różne stylistycznie i technicznie hafty:

Ten wyjątkowo mi się podobał, zwłaszcza część centralna wyszyta haftem płaskim.


Tego nie skomentuję...brrr!


Ładny haft z bukietem bzu - sama nie wiem, chyba coś tu nie gra... w katalogu z wystawy był sfotografowany w projekcji poziomej, na wystawie był w pionie...hmmm, czy ktoś m to wytłumaczy?


Jeszcze raz pokazuję ,,Novą"


Dlaczego jeszcze raz go pokazuję? Śledziłam i dopingowałam poczynania Asi podczas pracy nad tym haftem, wiem jaki jest pracochłonny i technicznie piekielnie trudny. Wzór do tej pracy to kilkudzięsieciostronicowa księga...A był powieszony obok tego haftu...doznałam estetycznego szoku...


I jeszcze dwie wystawowe wpadki, te dość dotkliwe:
Haft powieszone bokiem...Szkoda, bo obydwa były naprawdę dobre!


Bratki nawet w katalogu były umieszczone błędnie..


Wzór urzekający...

Lwy niezbyt udane, rozpikselowane i technicznie taaaakie sobie...


I poniższy haft - świetny!


I podobna tematyka... 

 

I klasyka gatunku łódzkich wystaw czyli motywy kwiatowe ;-)


Jedna z nagrodzonych prac:


I kilka innych ;-))))))





I tu kilka słów o haftach o tematyce sakralnej.
Patrząc na coś takiego jak poniżej, jest m przykro. Taka tematyka powinna być wyjątkowo okraszona pięknym wzorem, techniką, ale to...


Powyższy haft w porównaniu po następującego wydaje się jakby z przedszkola.
Jaka to wielka różnica, prawie przepaść!
A ten haft jest piękny, nastrojowy, technicznie dobry...szkoda, że wystawiany poza konkursem.


I podobny przykład. Naprawdę nie mam nic do tej tematyki, przeciwnie, bardzo lubię motywy sakralne w hafcie, ale takie z klasą, ale to...?


 Za to ikona - jestem na tak!


Kolejne ,,mieszanie się moich uczuć" odnośnie stylistyki i techniki:


I kilka innych haftów:


Ten mały haft bardzo mi się podobał, choć dużo tu w odbiorze pomogła odpowiednio zabarwiona i zadrukowana kanwa.


A tego haftu nie zrozumiałam wcale. Gdyby nie podpis informujący o tym co przedstawia obrazek, nigdy bym się nie domyśliła.


I te hafty, dość urocze: 


A poniżej - estetyka jak kto lubi - ale przygotowując tak dużą pracę chyba gryzłabym ziemię, żeby technicznie było idealnie...tu nie było ;-(((


I jeszcze urokliwe drzewo.


Tulipany w odcieniach pomarańczu...piękny wzór, ale na hafcie widać pokratkowanie. Mnie to odrzuca.


A tu ładny przykład:


Tego wyróżnienia zaś wcale nie rozumiem. Technika kulejąca mocno.


A tu piękna niespodzianka - haft płaski na wielu pracach prezentowanych na wystawie zachwycił mnie mocno!  Tak było w tym przypadku.


I kolejna duża praca:


I rzut okiem na haft - motyw przewodni katalogu z wystawy:


I ostra kolorystyka - futurystyka. Dla mnie to świetny przykład na to, że można w hafcie WSZYSTKO!


I kolejny przykład na to, że prezentacja robi różnicę:
Tu haft idealnie wyprasowany, ale słabo naciągnięty.


A tu w prezentacji kuleje wszystko, ale najgorsze jest to, że materiał jest pognieciony i widać, że pomimo prasowania zagniecenia są bardzo widoczne. 
Szkoda, bo obydwa hafty, pomimo, że wzory są już popularne do bólu, były dobre.


A tu...taki żarcik ;-)
Z tego co pamiętam praca dostała jakieś wyróżnienie ;-))) Czemu???Może dlatego, że chłopak haftował ;-)


 I kilka innych jeszcze:



 Kotek...słabiutko - prześwity, nierówny krzyżyk...


A tu ładnie:


A tu CUDO! Na szczęście z wyróżnieniem w 100% zasłużonym!


 I kilka ogólnych kadrów:






Motyw, wielkość, liczba nici - podziwiam. Technika nie do końca.


Jedna z nagrodzonych prac:


A tutaj coś całkowicie ,,nie po mojemu", jeśli chodzi o wzór, ale niezmiernie doceniam technikę i kunsztowność wykonania. Gratulacje!


Ładny motyw:


I kolejny duży format:


I z serii ,,bez komentarza" :-)


A tu maleństwo, ale pięknie dopracowane:


Na małej wystawie spotkały się dwie takie same prace:



I tutaj coś ładnego:


A tutaj obraz, który mnie poruszył...bo..


...to obraz osoby, która wygrała konkurs ale z innym haftem. Wzór mnie rozłożył na łopatki, jeśli kiedyś w ogóle popełnię coś multikolorowego to będzie taki właśnie wzór, ale...

...jest ogromna przepaść między techniką wykonania tego obrazu, a techniką obrazu zwycięskiego. Tu widać pokratkowanie z daleka. Takie cudo tak okaleczone...boli, boliii!

Kto wie, gdzie kupić ten wzór niech od razu da mi znać!

I czas na zwycięską pracę!
Naprawdę dobry, drobniusieńki krzyżyk, bez prześwitów, wzór trudny, multikolorowy.
Podziwiam i cieszę się, że praca został dostrzeżona. Nie jest to mój typ numer 1, ale praca nie wzbudza kontrowersji. To naprawdę rzetelna, uczciwa praca. Pani, która jest autorką tej pracy to przesympatyczna osoba, która była bardzo zaskoczona wygraną w konkursie.


A tu kolejny ,,mój hit wystawy".
To pracochłonny, technicznie doskonały haft, dla mnie praca jedna z lepszych na wystawie.


I kolejna perełka ,,po mojemu":


I piękny naszyjnik z krzyżykową różą, krzyżyki 1x1 misterna robota. Było wyróżnienie! 


I jeszcze praca niemal idealna: Jemiołuszka japońska:


I mój numer 1-praca wyróżniona: ,,Dojrzewanie" - wszystko idealnie, nie ma ani jednej rzeczy, do której możnaby się przyczepić.  Niezmiernie gratuluję autorce takiej pracy i dosłownie padam do nóg za taki talent! Nie byłabym w stanie czegoś takiego dokonać!


No to czas na małe podsumowanie:

MINUSY:

1. Zaczynając od początku, wydaje m się, że osoby biorące udział w konkursie zostały zbyt późno zawiadomione o zakwalifikowaniu pracy...ja nie wytrzymałam i sama zadzwoniłam do organizatora, a zaproszenie otrzymałam na 6 dni przed galą.

2. Haft były słabo wyeksponowane, słabo naciągnięte, niedbale umieszczone w ramach, prezentacja ujmowała urody pracom.

3. Organizacja samej gali mogłaby być bardzie dopracowana. Wszak to wydarzenie dla osób z całej Polski. Niektórzy biorą na ten dzień urlop w pracy, pokonują setki kilometrów, warto byłoby docenić to dopracowaniem szczegółów.

4. Mniejsza niż zwykle liczba uczestników, co może też być plusem ;-)

5. Brak prezentacji nagrodzonych prac podczas gali.

6. Katalog w małym formacie, w którym zabrakło zdjęcia zwyciężczyni. Brak możliwości zakupu pełnego katalogu z wszystkimi pracami.

PLUSY:

1. Kameralność imprezy.

2. Występ Elżbiety Adamiak (nie za długi, ne za krótki, klimatyczny)- duży plus.

3. Każdy uczestnik, który wystawiał swoje prace otrzymał oprócz katalog u w formie papierowej pełną wersję katalogu w formie elektronicznej, w którym zgromadzone były wszystkie zdjęcia haftów.
Szkoda, że nie była to wersja papierowa, dostępna choćby do zakupu dla wszystkich uczestników.

4. Okazja do spotkania z zaprzyjaźnionymi hafciarkami - ogromny plus.

5. Uroczy widok hafciarek i ich osób towarzyszących (mężów, chłopaków, bliskich), którzy żyją ta tematyką.



INNE ODCZUCIA:

1. Jeśli ktoś chce wykonać pracę konkursową, która może mieć szansę na nagrodę (jeśli w ogóle są takie osoby, o takiej motywacji) to chyba zasadą jest już że: praca musi być słusznego formatu (duża), multikolorowa, często zwycięża coś z klasyki malarstwa, niekoniecznie krzyżykowa, wystarczy półkrzyżyk. Technika jest dostrzegana, ale nie jest czynnikiem wiodącym w wyścigu o palmę pierwszeństwa.

2. Kiedyś uważałam to za dysonans, teraz dostrzegam zalety takiej sytuacji.
Wydaje mi się, że dobrze, że do konkursu przyjmowane są prace o różnym poziomie (zarówno technicznym, rozmiarowym jak i stylistycznym). Zetknięcie się z taka różnorodnością daje pełny obraz i przegląd tego co się w hafcie dzieje w Polsce (może to zbyt daleko idący wniosek).
Sama będąc czynną uczestniczką wystawy doceniam możliwość porównania się z innymi - mistrzami i tymi w mojej ocenie ,,na równi ze mną".

3. Ciekawym doświadczeniem jest również porównanie prac znanych z sieci, z blogosfery - zdjęcia to nie kontakt z żywym materiałem i człowiekiem.

WNIOSKI:

WARTO POJECHAĆ NA WYSTAWĘ I NIE MARUDZIĆ NA WSZYSTKO!!!

Mam pomysł napisania listu do Centralnego Muzeum Włókiennictwa z moim spostrzeżeniami, uwagami, propozycjami. A może wyślę link do tego posta? Jeszcze nie wiem, ale nie chcę marudzić co rok, co wystawę!

Wystawa jest przecież DLA NAS, PRZEZ NAS I POWINNYŚMY MIEĆ WPŁYW NA JEJ KSZTAŁT.
 NIE MOŻEMY KRYTYKOWAĆ W SIECI, ANIONIMOWO!
 MOŻE LEPIEJ ZAPYTAĆ DLACZEGO JEST TAK A NIE INACZEJ?
 MOŻE IDZIE O KOSZTY? A MOŻE MY NIE ZNAMY ISTOTNYCH INFORMACJI O KONKURSIE (KTÓRE MOGŁYBY DAĆ NAM PEŁNIEJSZY OBRAZ).

Może warto byłoby poznać kryteria oceniania prac i jak wygląda samo głosowanie na zwycięzcę?
Kto się dołącza do mojego pomysłu?
A może macie inne pomysły działania?

Jeszcze pełna wrażeń pozdrawiam!

Ela.
 

piątek, 2 października 2015

Mam i ja!

Wczoraj wieczorem znalazłam w skrzynce na listy zaproszenie na galę konkursu ,,Inspirujemy kolorem". Cieszę się jak dziecko, bo jednocześnie oznacza to, że zobaczę tam moją krzyżykową pracę.


 To zaproszenie to taki drobiazg, bo przecież i tak pojechałabym bez tego ale daje wielką frajdę.


Ciekawa jestem kogo spotkam? W sumie nie znam Was osobiście zbyt wielu. Która z Was przyjedzie?
A ja pewnie przycupnę obok swojej pracy i dyskretnie będę podsłuchiwać co mówicie o moim hafcie - przyjmuję każdą mądrą uwagę ;-)

Pozdrawiam!

Ela.

środa, 9 września 2015

Malowanie z sukcesem

Na szczęście po wpadce z malowaniem mebli nie poddałam się łatwo (klik!).


Dzięki temu postowi w deco-szufladzie klik!
A wszystko zaczęło się od tego, że szukałam niewielkiego siedziska do biurka-konsoli. Wybór krzeseł jest ogromny, ale m zachciało się czegoś nieoczywistego, takiego z serii ,,nie pasuje do niczego więc super wygląda" - fajnie o tym trendzie pisała Aśka z Green Canoe klik!
Nie chciałam kolejnej sieciowej rzeczy, która niedługo przestanie być modna, a obecnie jest hitem, jak to zrobić?

Przypadek sprawił, że w rodzinnym domu natknęłam się na to:


Drewniany taboret-koszmarek, z obiciem ze skaju, mocno zniszczonym nóżkami z dębowego drewna. Wiele osób coś takiego uważa za bezguście, ale tutaj sprawa ma drugie dno - ten taboret zrobił kiedyś własnoręcznie mój Tata i to zaważyło na tej reanimacji.



Taboret oddałam do tapicera. Dobry fachowiec wziął dobre pieniądze i zmienił koszmarkowi ubranko:


Materiał kolorystycznie ,,mi pasuje" czyli czarny i kolor naturalnego lnu (i do tego tani jak barszcz co też się liczy!).



Została jeszcze kwestia tych zniszczonych drewnianych nóżek, ale tapicer nie chciał się podjąć szlifowania i malowania kolorem, dlatego zgodziłam się na lekkie oczyszczenie i polakierowanie bezbarwne.

Taboret tak mi się podobał-nie podobał. Ale to ,,nie pasowanie" było jakoś dla mnie nie do przełknięcia.


Traf chciał, że zainspirowana deco-szufladową metamorfozą wypróbowałam farby w sprayu. Moje zachwycenie nie ma końca jeśli chodzi o takie szybkie zmiany wizerunku mebli. Farby świetnie kryją i szybka schną, są odporne na urazy. Polecam!


Wg. mnie efekt jest super, taboret nabrał ,,mocy" i fanie ,,nie pasuje" dzięki dzikiemu połyskowi - bo inne elementy są u mnie matowe.


Cieszę się jak dziecko ;-)))


No i nie wiem czy przypadkiem nie wpadłam jak śliwka w kompot z tymi metamorfozam mebli ;-)))
Bo wyobraźcie sobie...niedługo mam zamiar zabrać się za dwa kolejne, stare krzesła...



A Wy jak myślicie?
Dałam radę?

Pozdrawiam!

Ela.

wtorek, 1 września 2015

SAL 2 - osobowy czyli START dla kolejnego, wyjatkowego, lnianego samplera od DMC

Mam wspaniałe wspomnienia dotyczące wspólnego wyszywania z Agnieszką, kiedy to razem haftowałyśmy ,,Zimorodka" Nimue. Miłe wspieranie się, a nie rywalizacja sprawiły, że mam wielki sentyment do takiej współpracy. Rzadko (generalnie wcale;-)) nie biorę udziału z SAL-ach czy innych blogowych zabawach, bo mam problem czy raczej zasadę nie myślenia o terminach przy okazji wyszywania. Bo tak lubię, bo haft to moja chwilka odprężenia, nie myślenia, totalnego luzu w głowie - pewnie dlatego sprawia mi tak wielką przyjemność.

Dzisiaj startuję z Joanną (zajrzyjcie tam koniecznie w sprawie szczegółów!) z kolejnym wyjatkowym projektem, który cudem (naprawdę!) trafił w nasze ręce. Było to około roku temu, kiedy buszując w internecie zobaczyłam niespotykanie piękny wzór samplera - wysłałam fotkę Joasi z pytaniem ,,Co o tym sądzisz?", a skończyło się na tym, że Joasia ruszyła internet, niebo i ziemię, by zdobyć wzór i...nie udało się. Zbieg różnych szczęśliwych i niesamowitych okoliczności sprawił, że zdobyty wzór wskakuje na nasze tamborki i jest spełnieniem robótkowych marzeń.

 

To co dziewczyny? Dopingujecie?

Wzór jest niewielki, ale bogactwo w nim ściegów (ja robię pewne modyfikacje a głównie uproszczenia) i to bedzie mój debiut z łączeniem krzyżyków i koralików. Jak będzie? Nie wiem, ale z przyjemnością zabieram się do pracy. Już zapowiadam...będzie powolusieńku, ale do przodu. Dużo u mnie się dzieje, więc postępy mogą być naprawdę pokazywane z rzadka ;-)


Jak zwykle u mnie ostatnio - Belfast, 32 ct (choć wahałam się czy może Newcastle 40ct, ale pół- i ćwierćkrzyżyki podpowiedziały mi luźniejszy splot), kolor naturalny, biała nitka, koraliki Toho bialo-perłowe.


Będzie to dla mnie coś nowego, dlatego entuzjazm mam spory.

A na razie pozdrawiam!

Ela.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Trochę mi żal, że to koniec...czyli ostatnia prezentacja ,,Etude d'abecedaires 2015"

To już ostatnia blogowa prezentacja samplera ,,Etude d'abecedaires 2015".




Przy okazji sesji fotograficznej przypomniałam sobie świetne momenty z ostatniego roku, podczas których towarzyszyła mi praca nad haftem...codzienność, wyjazdy i inne miłe momenty. No i jakoś tak zrobiło się pusto, po dwutygodniowej przerwie od igły i krzyżyka zaczynam tęsknie zerkać w stronę pudełka z hafciarskim przydasiami.Mam już plany na najbliższy czas, ale o tym niebawem, bo projekt będzie wyjątkowy!

W podsumowaniu...Haft po wypraniu, wyprasowaniu i delikatnym naciągnięciu ma wymiary 84,5 cm x 53 cm. Do wykonania pracy zużyłam kilkanaście moteczków muliny DMC BLANC (chyba 14 moteczków, ale nie pamiętam dokładnie). Przyjemna praca nad samplerem zajęła mi około 14 miesięcy, z tym, że haftowałam rzadko, zrywami, czasem codziennie po kilkaset krzyżyków, czasem odkładałam haft na tygodnie nie zaglądając do niego nawet na chwilę - codzienność jest dla mnie ważniejsza niż niejeden haft i krzyżyki muszą na szczęście wpisywać się w tryb normalnego życia.


Sampler w całości trudno mi dobrze sfotografować, dlatego skupiłam się na misternych sekcjach literek...





...delikatnymi, wzorzystymi geometrycznymi wzorami, które uwielbiam wyszywać...








I sekcja motylków, które nieźle dały w kość mojej cierpliwości ;-)


Co pozostało jeszcze...chyba tylko podziękowania:

Ani Ploch...Aniu nie znamy się osobiście, ale gdy kilka lat temu zobaczyłam w sieci Twój Long Dog Paradigm Lost, wcale jeszcze nie wyszywałam i nic nie wiedziałam na ten temat - była to dla mnie inspiracja i radość, że znalazłam taką estetykę jaką podziwiam i lubię - zatem dziękuję za inspiracje.


Joannie z ,,Mglistego Snu", która jest matką chrzestną moich nie tylko samplerowych prób, ale haftowania w ogóle. Aśka - za doping, wiedzę, słowa wsparcia i mms-owo-telefoniczne wsparcie - wielkie dzięki!


Oli-Cheni za inspiarcje i w ogóle za podobne ,,czucie" w hafcie - dziękuję!


Ani - Lejdi-anie - generalnie za całokształt ;-) - dzięki Aniu!


I jeszcze kilka zdjęć:








Jutro wysyłam pracę na konkurs do Łodzi.

Pozdrawiam serdecznie!

Ela.

sobota, 8 sierpnia 2015

,,Etude d'abecedaires" - wieeelki finał

Kto śledzi moje działania na polu hafciarskim wie, jak wielkim wyzwaniem był dla mnie ten projekt.
Były momenty, kiedy myślałam, że raczej się to nie uda, a jednak...


Około tygodnia temu udało mi się zrobić ostatni krzyżyk na moim lnianym samplerze.
Teraz mój ulubiony etap: delikatne pranie, suszenie ,,na leżąco", ostatnie przeglądanie z bliska wszystkich krzyżyków, ewentualne korekty pojedynczych wpadek (spruł sie tylko 1 krzyżyk ;-)))).


Ogarnia mnie wpaniałe uczucie spełnienia małego marzenia.
Na bieżąco pokazuję tylko kilka zdjęć (nie wytrzymałam by się nie pochwalić!), obiecuję, że niedługo będzie więcej i w lepszej aranżacji.
Możecie gratulować!
Czuję się strasznie dumna!

Pozdrawiam!

Ela.