piątek, 2 sierpnia 2013

Wakacyjna pasmanteria

Wakacyjny wypoczynek już częściowo za mną. Ja jednak nie byłabym sobą, gdybym korzystając z okazji nie rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu...pasmanterii.

Korzystając z okazji wypoczynku w Gdańsku zajrzałam do Galerii Przymorze, ponieważ słyszałam , że niedawno odbyła się tam wystawa i targi craftu oraz rękodzieła. Znalazłam pasmanterię ,,Jola"- jak dla mnie nie jest to takie oczywiste, że w centrum handlowym spotykam pasmanterię. Przyzwyczajona jestem raczej do zakupów na ,,klik" przez internet, lub w malutkich pasmanteriach, niestety często trącą one prl-em.

Od dłuższego czasu szukam takich fajnych, klimatycznych miejsc, które są miejscem pracy i pasji, niestety jeszcze takich niewiele spotkałam.

W pasmanterii kupiłam coś co już od dłuższego czasu bardzo m się podobało, jednak odstraszała mnie cena, a tutaj, nie uwierzycie...przecena z 90zł na 36! Pełny  zestaw do wyszywania z lnem i kompletem prawie 30 kolorów muliny DMC. I jak tu się nie cieszyć! A do tego oryginalny schemat DMC (no cóż wzór jest z 2007 roku, ale mi to nie przeszkadza) z którego haft prowadzi się wyjątkowo łatwo, jest niezmiernie czytelny.



W końcu przyda mi się otrzymany od Joanny z Mglistego Snu organizer na muliny, który ta dobra dusza sprezentowała mi z okazji moich narodzin w blogowym świecie! Bardzo Ci dziękuję!


Sama pasmanteria, pomimo w miarę dobrego zaopatrzenia nie zachwyciła mnie estetyką, dalej szukam takiego idealnego miejsca! Cieszę się jednak, że w centrum handlowym, gdzie królują firmowe sklepy, jest w ogóle takie miejsce

Zaczęłam ten haft (ale tylko na próbę)! Więcej nie zamierzam haftować do czasu zakończenia mojego mega-samplera, jak nazywam ,,Drzewo Życia". To tylko parę xxx, więcej nie tknę!


Faktem jest, że już na lnie wyszywać się nie boję!



Więc dalej w realu szukam (będąc przy okazji w różnych miejscach) idealnej pasmanterii. A póki co idealnym miejscem dla mnie (choć nigdy tam nie byłam), zostaje pasmanteria ,,Inspiracja" Edyty! Podziwiam Cię Edyta za to co robisz! Jednocześnie bardzo się cieszę, że mogę spijać śmietankę z Twojego doświadczenia hafciarskiego!

Szukam takiego miejsca blisko siebie!

A jak to jest u Was? Przeważają zakupy internetowe czy w zaprzyjaźnionych miejscach? A może podpowiecie mi gdzie w Waszej okolicy są takie miejsca gdzie pasja spotyka się z zawodem? Chętnie poznałabym takie miejsca i adresy, bo kto wie, może kiedyś będę blisko i wpadnę?


Pozdrawiam

Ela

poniedziałek, 29 lipca 2013

Moje lato

Uwielbiam polskie lato! Nie zawsze tropikalnie ciepłe (choć w tym roku wyjątkowo!), ale zawsze kolorowe!

Dla mnie to najcudowniejsza pora roku i dlatego próbuję zawsze zamknąć jego kolory na zimę! Najchętniej w tym czasie w ogóle nie wyjeżdżałabym na wakacje, bo wolałabym włóczyć się po świecie w październiku czy w listopadzie.



Robienie domowych przetworów to dla mnie pasja nie mniejsza niż haftowanie, na pewno ma też dłuższą historię :-)!

Kolory i smaki zamknięte w słoikach pełnych zielonych ogórków, sałatki z buraków, solonego szczawiu czy domowego ketchupu dają smak i radość zimową porą!



 
 A dla mnie są dużą porcją codziennej radości ze szczegółu...
Nie potrafię odłożyć pełnego słoika na półkę bez dopieszczenia go kokardką, czy ozdobnym wieczkiem, po prostu nie potrafię :-)

 
A tak naprawdę to są chyba jakieś czary, bo z takiego słoiczka wszystko NAPRAWDĘ lepiej smakuje!
 
A po wypoczynku zostało wspomnienie :-)
 
 
Pozdrawiam!
 
Ela.

środa, 24 lipca 2013

Czas na relaks

Powoli, do przodu, dla relaksu...


Czas spędzony z haftem jest dla mnie wypoczynkiem najwyższej jakości!


Nigdzie mi się nie spieszy, pracuję powoli! Mam marzenie by zakończyć ten haft do października. Ciekawe czy mi się uda?

 
Pozdrawiam!
 
Ela

piątek, 5 lipca 2013

Odtwarzam smaki dzieciństwa...

Ponieważ hafciarsko niewiele się dzieje, próbuję odtwarzać smaki dzieciństwa, które tak fajnie kojarzą się z ciepłym latem.

Czy macie czasem tak, że we wspomnieniach pamiętacie...smaki?

Ja tak mam, a zwłaszcza jeśli chodzi o smaki domowe, smaki tworzone rękami i sercami Mamy czy Babci.

Dziś udało mi się zrobić domowy skarb - szarlotkę mojej Mamy. Takie banalne ciasto, moje ulubione zresztą, robiłam już i próbowałam na milion sposobów. Ale ten przepis - zapisany kiedyś w zeszycie mojej Mamy jest wyjątkowy, a smak dla niepowtarzalny. Udało mi się go odtworzyć...

 
Kiedyś trochę śmiałam się, że moja Mama zawsze robi to ciasto tak samo, bez własnej inwencji, ciągle powtarzalnie, a dziś...z czułością odtwarzam Jej gesty i wszystkie czynności, chcąc być jak najbardziej do niej podobna. Nawet tak samo nakłuwam widelcem ciasto przed włożeniem do piekarnika, tworząc taki sam ukośny, dziurkowany wzorek...Tak samo zawijam brzeg ciasta jak kiedyś moja Mama i już nie chce mi się innowacji, tylko tamtego ciepłego smaku.


 
Naprawdę pyszna ta ,,moja-mojej Mamy" szarlotka, choć pewnie i Wy macie takie domowe smaki w głowach i w sercach?


Sentymentalnie się zrobiło...

A przy okazji pokażę Wam mój pierwszy,,Paris" wreszcie oprawiony :-)

 
A jednak zawiśnie na ścianie!

Jeśli chodzi o mój sampler...powoli idzie do przodu, ale bardzo powoli. Póki co mogę powiedzieć, że wyszywanie go jest wielką przyjemnością.

Kołeczkowo-guzikowy rebus-wygrała Chenia z bloga ,,Uroczy detal"-twój patent z agrafkami odpowiada mi najbardziej i teraz wspomaga moje haftowanie. Kołeczek-organizer nici powędruje do Ciebie przy okazji naszej zaplanowanej wymianki, zgoda?

A na razie pozdrawiam ciepło,

Ela.

wtorek, 2 lipca 2013

Na zielono!

W upalne dni trudno wymyślić jakieś niebanalne danie, które zaspokoi głód, nie będzie ciężkie i jeszcze nie ,,umęczy" w upał.

Dla mnie gorący dzień to dobry pretekst do zrobienia placków z cukinii - przepis w 100% mój choć inspirowany grecką kuchnią i znanymi smakami z różnych miejsc.

PLACUSZKI Z CUKINII:

2 młode cukinie
1 jajko
3 ząbki czosnku
3 łyżki mąki
sól
pieprz
oliwa z oliwek

Cukinię zetrzeć na tarce o grubych oczkach, dodać sól i pieprz do smaku i odstawić na 30 minut do lodówki. Cukinia puści sok, który należy odcisnąć.
Do suchej masy dodać jajko, rozgnieciony czosnek, mąkę i jeszcze doprawić.


Na gorącą oliwę wykładać łyżką małe placuszki i smażyć na lekko złoty kolor.

I już!

Ja uwielbiam te placuszki na lekką kolację polane kwaśną śmietaną lub jogurtem.
Dziś wyjątkowo były suszone pomidory...


Są świetne, leciutkie!Polecam

...i pozdrawiam!

Ela




czwartek, 27 czerwca 2013

Ukryte przeznaczenie

Praca nad samplerem trwa, jednak na razie nie ma jeszcze co pokazywać, za mało zrobiłam, żeby się pochwalić.
Dziś jednak wpadłam na pomysł, który usprawni pracę!

Podczas spaceru wpadłam do nowej pasmanterii, nic nie chciałam kupić, po prostu chciałam zajrzeć. I zobaczyłam pewien drobiazg i nagle klik...pomysł!
 

Od jakiegoś czasu przeglądałam w pasmanteriach internetowych organizery na nici w różnych kształtach i z różnych materiałów (np. z masy perłowej, z drewna), ceny jednak są naprawdę duże, jak na takie drobiazgi, a ja - poza nożyczkami - nie lubię mnożyć bytów.
 
,,Drzewo Życia" wyszywam dwoma kolorami.....
 


Czy to nie zbieg okoliczności? A w dodatku ukryte przeznaczenie guzika-kołka?

 
Nić pocięłam na najbardziej odpowiadające mi długości. Patent świetnie się sprawdza.
Bobinki papierowe są dobre ale do haftów wielokolorowych, ale do takich mniej kolorowych mój pomysł jest to tani strzał w dziesiątkę!
 
A przy okazji coraz bardziej przekonuję się, że wybór kolorów jest na szczęście trafiony!
 
W trakcie wyszywania mam tylko mały problem z duża ilością tkaniny po bokach. Spinałam ją szpilką, a dziś kupiłam agrafki, może w końcu nie będę się kłuć :-).
 
A jak Wy radzicie sobie z materiałem w dużych pracach? Kto podpowie mi najlepszy patent? Zwycięzcę czeka nagroda w postaci drewnianego kołeczka!
 
No to kto mi podpowie?
 
Obiecuję, że przetestuję podpowiedzi i ogłoszę wyniki w przyszłym tygodniu!
 
 
Pozdrawiam!
 
Ela

poniedziałek, 24 czerwca 2013

A jednak ,,Drzewo Życia" !

Zastanawiam się czy nie zwariowałam...zaczynam wyszywać coś baaaaardzo dużego!


Zabieram się za sampler ,,Drzewo Życia", bo ten wzór, od czasu kiedy ujrzałam go na blogu Oli, straciłam dla niego głowę. Sama przed sobą opierałam się długo, aż wreszcie pękłam...Zaczynam! Nie mogę w to uwierzyć!


Będzie to sampler rocznicowo-ślubny i zawiśnie u mnie w domu...jeśli go dokończę :-))).  Z tego właśnie powodu wybrałam kolory: bardzo delikatny fiolet (DMC 341) i kolor cappuccino (DMC 648).


Przygotowując się do wyszywania tego samplera przetestowałam 4 rodzaje materiałów i 8 kolorów nici DMC, więc etap przygotowania trwał u mnie wyjątkowo długo. To pierwszy mój tak duży projekt i musiałam być pewna, że nie rozczaruję się w trakcie wyszywania.

Naprawdę do tej pory nie mogę uwierzyć, że się tego podjęłam, ale póki co wyszywanie idzie mi dość sprawnie, wzory są delikatne, nie męczące zawiłością, są powtarzalne ale różnorodne. Jak okazuje się prostota i monochromatyczność jest tym co według mnie w tym wypadku daje najlepszy efekt.


Zaczęłam wyszywać niespełna 8 miesięcy temu a teraz zabieram się na coś tak dużego...mam nadzieję, że nie polegnę!

Mam również nadzieję, że siebie i Was nie zanudzę, bo pewnie przez najbliższy czas u mnie będzie samplerowo. Z zasady nie rozpoczynam nowego haftu nie skończywszy starego, ale przy tak dużym hafcie pewnie nie obędzie się bez małych skoków w bok :-).

No to nie tracę czasu i do igły lecę!

Pozdrawiam!
Ela